Muzyka :3

sobota, 1 marca 2014

Protect - rozdział 5

*Perspektywa Kyle'a*
Dziewczynka zniknęła. Nie wiedziałem co to. Nagle Nicole złapała się za głowę i upadła na ziemię.
- Nicole! - krzyknął Max i wziął ją na ręce aby później położyć ją obok mnie. Momentalnie zrobiła się lodowata, a jej skóra pokryła się szronem. Nie ruszała się.
- Co się dzieje… - szepnął Max. Dotknął jej skóry. Wokół jego dłoni szron ze skóry Nicole momentalnie stopniał. Nagle dziewczyna otworzyło oczy i wyprostowała się. Ciężko oddychała, a jej oczy co chwila zmieniały barwę.
- I-i-ich… Jest więcej. - wyjąkała i przełknęła ślinę.
- Kogo? - spytałem. Nicole wyglądała na przerażoną. Ciągle się jąkała, a dłonie ciągle się jej trzęsły.
- Dzieci… Śmiechy… - mówiła cicho. Spojrzała za okno. Nagle z jej oczu zaczęły spływać łzy. Spojrzała się na mnie. Jej źrenice znacznie się zmniejszyły.
- Boję się, Kyle - powiedziała cienkim głosikiem. Przytuliła mnie.
Max dziwnie się na mnie spojrzał.
- Kyle… Oni tu wrócą, prawda? - szepnęła. Zachowywała się jak 4-letnia dziewczynka.
- Nie… - szepnąłem. Oderwała się ode mnie. Spojrzała na Max'a.
- Kim.on.jest. - powiedziała. Wstała z łożka i powoli cofała się do kąta. Skuliła się.
- Nicole… Wszystko ok?- spytał Max.
Nicole spojrzała na niego. Otworzyła lekko usta. Pokręciła głową i schowała twarz w dłoniach. Zaczęła się kiwać i kręcić powoli głową.
- Musisz sobie dalej radzić sama… Przepraszam… - szeptała. Nagle przestała się kiwać.
- Strzał. - szepnęła. Spojrzała na nas. Jej oczy były niebieskie. Gwałtownie wstała i podeszła do mnie. Patrzyła się na mnie przez dłuższy czas, aż upadła. Pomimo bólu wstałem i uklęknąłem nad nią. Zrobiła się ponownie lodowata. Odchyliłem lekko jej głowę. Na szyji miała znak Instantu. Świeciał na niebiesko.
- Idą tu. - szepnął Max a jego oczy lekko się zaświeciły. Wytężyłem umysł. Oficerowie Instantu zbliżali  się powoli do domku. Byli może - dwa metry od niego. Nie możemy uciec…
- Co zrobimy? - szepnąłem. Max rozejrzał się po pokoju.
- Mam pewien pomysł. - powiedział i wziął mnie i Nicole za rękę. Poczułem dziwny ścisk w żołądku i wylądowaliśmy w jakichś krzakach. Wyjrzałem zza nich. Byliśmy tuż za oficerami.
- Co masz zamiar zrobić?… - szepnąłem w stronę Max'a. Trzymał Nicole na rękach i wpatrywał się w oficerów. Nie odpowiedział. Pokręciłem lekko głową i spojrzałem z powrotem na oficerów. Dotarli już do drzwi. Jeden z nich wyważył je. Dom zaświecił na niebiesko.
Bezpieczeństwo ludzi jest i zawsze będzie naszą pracą- usłyszałem komunikat. Złość się we mnie zebrała. Jak mogą być tak okrutni i brutalni? Nagle zauważyłem czerwone światełko obok mnie. Max przeplatał między palcami mały płomyczek. Kiedy wszyscy oficerowie weszli do domku, policzył do trzech i bez wahania rzucił płomyk w dom. W momencie dom wybuchł ogniem, a ze środka słyszałem ciche wrzaski. Spojrzałem na Max'a. Miał załzawione oczy. Szybko je otarł i wstał wraz z Nicole na rękach.
- Musimy uciekać na południe. Tam stoją ich samochody. - powiedział szybko. Kiwnąłem lekko głową i popędziłem za nim. Biegłem za nim kilka minut, kiedy nagle zwolnił kroku. Przed nami stały samochody Instantu. Podszedł do jednego z nich i dotknął lekko klamki, po czym wsiadł do samochodu. Położył Nicole na tylnych siedzeniach, a ja usiadłem na miejscu pasażera.
- Gdzie jedziemy? - spytałem. Max włączył samochód i wyjechał z lasu.
- Zanim spotkałem was, nocowałem w takich… tunelach. Wiesz, opuszczone metro. Niby zawsze jest otwarte, ale żaden człowiek nigdy tam nie przychodzi. Ludzie wręcz to omijają. - powiedział Max zerkając w lusterku na Nicole. Nie wiem czy pomysł Max'a na nocowanie w tych tunelach był dobry. Ludzie je omijali? To znaczy, że na pewno nie jest to kryjówka Instantu. Coś lub ktoś musiało zamieszkiwać te tunele. Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
- Jak myślisz, co zrobili Nicole? - głos Max'a wyrwał mnie z przemyśleń. Zerknąłem na Nicole.
- Zapewne to co zwykle robią tym, którzy nie dali się złapać ale jakoś bardziej im się narazili. Przywołali niemiłe wspomnienia, które Instant stworzył. U niej zapewne była to śmierć rodziców i późniejsze okropne życie ze mną. - powiedziałem cicho. Spojrzał na mnie.
- Jak daleko stąd jest do tych twoich tuneli? - spytałem. - Jestem trochę głodny.
- Jeszcze niezły kawałek. Może zatrzymamy się na chwilę? - powiedział wskazując stację benzynową. Zatrzymał się obok jednego słupka. Dał mi do ręki 10 dolców i kazał kupić coś w sklepie obok.
Wszedłem do sklepu i od razu poczułem obrzydliwy odór. Zapach… spalonego ciała. Nikogo nie było w sklepie oprócz sprzedawcy. Czarnowłosy nastolatek. Patrzył się na mnie. Jedno oko miał brązowe, a drugie białe. Odwróciłem wzrok i starałem się skupić na wyborze jedzenia. Wziąłem butelkę wody oraz dużą paczkę czipsów. Kiedy podałem je nastolatkowi, spojrzał się na mnie dziwnie. Wstukiwał powoli cenę w kasę fiskalną. Mijało to chyba godzinami.
- Gdzie jedziecie?- nagle usłyszałem chrypliwy głos. Podskoczyłem. Był to głos nastolatka. Patrzył się na mnie swoimi oczami.
- Do babci na obiad… - skłamałem. Bałem się jak cholera.
- Tak? Nieprzytomna dziewczyna na tylnym siedzeniu, drugi chłopak tankuje. Kupiłeś czipsy oraz wodę. - powiedział szybko i oparł ręce na blacie. Przekręcił lekko głowę.
- Gdzie. jedziecie. - powiedział mrocznym głosem.
- No dobra… Wymknęliśmy sie ze szkoły. Moja dziewczyna zasnęła, więc położyliśmy ją na tylnych siedzeniach. Proszę, tylko nie zgłaszaj tego policji ani nic… - wymyślałem kłamstwa na bieżąco.
Chłopak przyglądał się mi przez chwilę. Nagle się uśmiechnął.
- Spoko, stary. Szerokiej drogi. - powiedział i dał mi resztę. Uśmiechnąłem się niepewnie i wyszedłem ze sklepu. Wsiadłem  do samochodu i położyłem czipsy obok mnie. Odetchnąłem. Nagle usłyszałem dziwny dźwięk. Obróciłem się i zauważyłem jak Nicole kaszle.
- Co… co się stało? Gdzie jesteśmy? Czemu jestem w samochodzie Instantu?- pytała się rozglądając się dookoła.
- Instant przywoływał ci wspomnienia, dlatego nic nie pamiętasz. Jesteśmy poza miastem, a z samochodem… później ci opowiem. - powiedziałem patrząc się jak Max płaci za benzynę w sklepie.
Kiedy wsiadł do samochodu, spojrzałem na niego.
- Ten chłopak był dziwny… - powiedział Max po kilku minutach.
- Właśnie. A te jego oczy? Przerażające.
- Co nie tak z jego oczami?
Spojrzałem na Max'a.
- Jedno było piwne, a drugie białe. Nie zauważyłeś?
- Nie… Miał oba niebieskie.
- Zaraz… Czy ten chłopak miał czarne włosy?
- Co? Był blondynem.
Odwróciłem wzrok ku szybie. Nie wiedziałem co sobie myśleć. Na pewno nie było tam dwóch osób. Wyczułbym to. Pokręciłem głową. Nic nie miało sensu. Odkąd Max się pojawił, wszystko stało się dziwne… Nasi rodzice umarli, a teraz uciekamy przed Instantem ich własnym samochodem….
Obrócił nasze życie do góry nogami…
*Perspektywa Nicole*
Jechaliśmy dość długo. Nie wiedziałam gdzie, nie wiedziałam dlaczego. Kyle spojrzał się na Max'a. W jego wzroku kryła się czysta nienawiść.
>>O co znowu ci chodzi…<<
>>Czy ty na prawdę jesteś taka naiwna? Tępa?<<
To zabolało.
>>Ponieważ? Tak wiem. Odkąd Max się pojawił nasze życie się zmieniło. Ale nie uważasz, że to może nasz doprowadzić do czegoś lepszego?<<
Kyle fuknął i odwrócił się spowrotem do okna. Pokręciłam lekko głową. Nagle samochód się zatrzymał.
- To tutaj.- powiedział Max.
Wysiadliśmy z samochodu. Przed nami były schody prowadzące w dół do metra.
- Tu? Nie możemy.- powiedziałam. Wiedziałam, że tam coś było. Jest. I na nas czeka.
~~~~
Proszę, komentujcie! ;-;