...
Muzyka :3
niedziela, 20 kwietnia 2014
Koniec
Jak pewnie każdy sie domyślil kończę z pisaniem blogów. Nie pisałam za dobrze i nikt praktycznie nie czytał moich wypocin, wiec raczej nikomu to nie zawadzi
sobota, 1 marca 2014
Protect - rozdział 5
*Perspektywa Kyle'a*
Dziewczynka zniknęła. Nie wiedziałem co to. Nagle Nicole złapała się za głowę i upadła na ziemię.
- Nicole! - krzyknął Max i wziął ją na ręce aby później położyć ją obok mnie. Momentalnie zrobiła się lodowata, a jej skóra pokryła się szronem. Nie ruszała się.
- Co się dzieje… - szepnął Max. Dotknął jej skóry. Wokół jego dłoni szron ze skóry Nicole momentalnie stopniał. Nagle dziewczyna otworzyło oczy i wyprostowała się. Ciężko oddychała, a jej oczy co chwila zmieniały barwę.
- I-i-ich… Jest więcej. - wyjąkała i przełknęła ślinę.
- Kogo? - spytałem. Nicole wyglądała na przerażoną. Ciągle się jąkała, a dłonie ciągle się jej trzęsły.
- Dzieci… Śmiechy… - mówiła cicho. Spojrzała za okno. Nagle z jej oczu zaczęły spływać łzy. Spojrzała się na mnie. Jej źrenice znacznie się zmniejszyły.
- Boję się, Kyle - powiedziała cienkim głosikiem. Przytuliła mnie.
Max dziwnie się na mnie spojrzał.
- Kyle… Oni tu wrócą, prawda? - szepnęła. Zachowywała się jak 4-letnia dziewczynka.
- Nie… - szepnąłem. Oderwała się ode mnie. Spojrzała na Max'a.
- Kim.on.jest. - powiedziała. Wstała z łożka i powoli cofała się do kąta. Skuliła się.
- Nicole… Wszystko ok?- spytał Max.
Nicole spojrzała na niego. Otworzyła lekko usta. Pokręciła głową i schowała twarz w dłoniach. Zaczęła się kiwać i kręcić powoli głową.
- Musisz sobie dalej radzić sama… Przepraszam… - szeptała. Nagle przestała się kiwać.
- Strzał. - szepnęła. Spojrzała na nas. Jej oczy były niebieskie. Gwałtownie wstała i podeszła do mnie. Patrzyła się na mnie przez dłuższy czas, aż upadła. Pomimo bólu wstałem i uklęknąłem nad nią. Zrobiła się ponownie lodowata. Odchyliłem lekko jej głowę. Na szyji miała znak Instantu. Świeciał na niebiesko.
- Idą tu. - szepnął Max a jego oczy lekko się zaświeciły. Wytężyłem umysł. Oficerowie Instantu zbliżali się powoli do domku. Byli może - dwa metry od niego. Nie możemy uciec…
- Co zrobimy? - szepnąłem. Max rozejrzał się po pokoju.
- Mam pewien pomysł. - powiedział i wziął mnie i Nicole za rękę. Poczułem dziwny ścisk w żołądku i wylądowaliśmy w jakichś krzakach. Wyjrzałem zza nich. Byliśmy tuż za oficerami.
- Co masz zamiar zrobić?… - szepnąłem w stronę Max'a. Trzymał Nicole na rękach i wpatrywał się w oficerów. Nie odpowiedział. Pokręciłem lekko głową i spojrzałem z powrotem na oficerów. Dotarli już do drzwi. Jeden z nich wyważył je. Dom zaświecił na niebiesko.
Bezpieczeństwo ludzi jest i zawsze będzie naszą pracą- usłyszałem komunikat. Złość się we mnie zebrała. Jak mogą być tak okrutni i brutalni? Nagle zauważyłem czerwone światełko obok mnie. Max przeplatał między palcami mały płomyczek. Kiedy wszyscy oficerowie weszli do domku, policzył do trzech i bez wahania rzucił płomyk w dom. W momencie dom wybuchł ogniem, a ze środka słyszałem ciche wrzaski. Spojrzałem na Max'a. Miał załzawione oczy. Szybko je otarł i wstał wraz z Nicole na rękach.
- Musimy uciekać na południe. Tam stoją ich samochody. - powiedział szybko. Kiwnąłem lekko głową i popędziłem za nim. Biegłem za nim kilka minut, kiedy nagle zwolnił kroku. Przed nami stały samochody Instantu. Podszedł do jednego z nich i dotknął lekko klamki, po czym wsiadł do samochodu. Położył Nicole na tylnych siedzeniach, a ja usiadłem na miejscu pasażera.
- Gdzie jedziemy? - spytałem. Max włączył samochód i wyjechał z lasu.
- Zanim spotkałem was, nocowałem w takich… tunelach. Wiesz, opuszczone metro. Niby zawsze jest otwarte, ale żaden człowiek nigdy tam nie przychodzi. Ludzie wręcz to omijają. - powiedział Max zerkając w lusterku na Nicole. Nie wiem czy pomysł Max'a na nocowanie w tych tunelach był dobry. Ludzie je omijali? To znaczy, że na pewno nie jest to kryjówka Instantu. Coś lub ktoś musiało zamieszkiwać te tunele. Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
- Jak myślisz, co zrobili Nicole? - głos Max'a wyrwał mnie z przemyśleń. Zerknąłem na Nicole.
- Zapewne to co zwykle robią tym, którzy nie dali się złapać ale jakoś bardziej im się narazili. Przywołali niemiłe wspomnienia, które Instant stworzył. U niej zapewne była to śmierć rodziców i późniejsze okropne życie ze mną. - powiedziałem cicho. Spojrzał na mnie.
- Jak daleko stąd jest do tych twoich tuneli? - spytałem. - Jestem trochę głodny.
- Jeszcze niezły kawałek. Może zatrzymamy się na chwilę? - powiedział wskazując stację benzynową. Zatrzymał się obok jednego słupka. Dał mi do ręki 10 dolców i kazał kupić coś w sklepie obok.
Wszedłem do sklepu i od razu poczułem obrzydliwy odór. Zapach… spalonego ciała. Nikogo nie było w sklepie oprócz sprzedawcy. Czarnowłosy nastolatek. Patrzył się na mnie. Jedno oko miał brązowe, a drugie białe. Odwróciłem wzrok i starałem się skupić na wyborze jedzenia. Wziąłem butelkę wody oraz dużą paczkę czipsów. Kiedy podałem je nastolatkowi, spojrzał się na mnie dziwnie. Wstukiwał powoli cenę w kasę fiskalną. Mijało to chyba godzinami.
- Gdzie jedziecie?- nagle usłyszałem chrypliwy głos. Podskoczyłem. Był to głos nastolatka. Patrzył się na mnie swoimi oczami.
- Do babci na obiad… - skłamałem. Bałem się jak cholera.
- Tak? Nieprzytomna dziewczyna na tylnym siedzeniu, drugi chłopak tankuje. Kupiłeś czipsy oraz wodę. - powiedział szybko i oparł ręce na blacie. Przekręcił lekko głowę.
- Gdzie. jedziecie. - powiedział mrocznym głosem.
- No dobra… Wymknęliśmy sie ze szkoły. Moja dziewczyna zasnęła, więc położyliśmy ją na tylnych siedzeniach. Proszę, tylko nie zgłaszaj tego policji ani nic… - wymyślałem kłamstwa na bieżąco.
Chłopak przyglądał się mi przez chwilę. Nagle się uśmiechnął.
- Spoko, stary. Szerokiej drogi. - powiedział i dał mi resztę. Uśmiechnąłem się niepewnie i wyszedłem ze sklepu. Wsiadłem do samochodu i położyłem czipsy obok mnie. Odetchnąłem. Nagle usłyszałem dziwny dźwięk. Obróciłem się i zauważyłem jak Nicole kaszle.
- Co… co się stało? Gdzie jesteśmy? Czemu jestem w samochodzie Instantu?- pytała się rozglądając się dookoła.
- Instant przywoływał ci wspomnienia, dlatego nic nie pamiętasz. Jesteśmy poza miastem, a z samochodem… później ci opowiem. - powiedziałem patrząc się jak Max płaci za benzynę w sklepie.
Kiedy wsiadł do samochodu, spojrzałem na niego.
- Ten chłopak był dziwny… - powiedział Max po kilku minutach.
- Właśnie. A te jego oczy? Przerażające.
- Co nie tak z jego oczami?
Spojrzałem na Max'a.
- Jedno było piwne, a drugie białe. Nie zauważyłeś?
- Nie… Miał oba niebieskie.
- Zaraz… Czy ten chłopak miał czarne włosy?
- Co? Był blondynem.
Odwróciłem wzrok ku szybie. Nie wiedziałem co sobie myśleć. Na pewno nie było tam dwóch osób. Wyczułbym to. Pokręciłem głową. Nic nie miało sensu. Odkąd Max się pojawił, wszystko stało się dziwne… Nasi rodzice umarli, a teraz uciekamy przed Instantem ich własnym samochodem….
Obrócił nasze życie do góry nogami…
*Perspektywa Nicole*
Jechaliśmy dość długo. Nie wiedziałam gdzie, nie wiedziałam dlaczego. Kyle spojrzał się na Max'a. W jego wzroku kryła się czysta nienawiść.
>>O co znowu ci chodzi…<<
>>Czy ty na prawdę jesteś taka naiwna? Tępa?<<
To zabolało.
>>Ponieważ? Tak wiem. Odkąd Max się pojawił nasze życie się zmieniło. Ale nie uważasz, że to może nasz doprowadzić do czegoś lepszego?<<
Kyle fuknął i odwrócił się spowrotem do okna. Pokręciłam lekko głową. Nagle samochód się zatrzymał.
- To tutaj.- powiedział Max.
Wysiadliśmy z samochodu. Przed nami były schody prowadzące w dół do metra.
- Tu? Nie możemy.- powiedziałam. Wiedziałam, że tam coś było. Jest. I na nas czeka.
~~~~
Proszę, komentujcie! ;-;
Dziewczynka zniknęła. Nie wiedziałem co to. Nagle Nicole złapała się za głowę i upadła na ziemię.
- Nicole! - krzyknął Max i wziął ją na ręce aby później położyć ją obok mnie. Momentalnie zrobiła się lodowata, a jej skóra pokryła się szronem. Nie ruszała się.
- Co się dzieje… - szepnął Max. Dotknął jej skóry. Wokół jego dłoni szron ze skóry Nicole momentalnie stopniał. Nagle dziewczyna otworzyło oczy i wyprostowała się. Ciężko oddychała, a jej oczy co chwila zmieniały barwę.
- I-i-ich… Jest więcej. - wyjąkała i przełknęła ślinę.
- Kogo? - spytałem. Nicole wyglądała na przerażoną. Ciągle się jąkała, a dłonie ciągle się jej trzęsły.
- Dzieci… Śmiechy… - mówiła cicho. Spojrzała za okno. Nagle z jej oczu zaczęły spływać łzy. Spojrzała się na mnie. Jej źrenice znacznie się zmniejszyły.
- Boję się, Kyle - powiedziała cienkim głosikiem. Przytuliła mnie.
Max dziwnie się na mnie spojrzał.
- Kyle… Oni tu wrócą, prawda? - szepnęła. Zachowywała się jak 4-letnia dziewczynka.
- Nie… - szepnąłem. Oderwała się ode mnie. Spojrzała na Max'a.
- Kim.on.jest. - powiedziała. Wstała z łożka i powoli cofała się do kąta. Skuliła się.
- Nicole… Wszystko ok?- spytał Max.
Nicole spojrzała na niego. Otworzyła lekko usta. Pokręciła głową i schowała twarz w dłoniach. Zaczęła się kiwać i kręcić powoli głową.
- Musisz sobie dalej radzić sama… Przepraszam… - szeptała. Nagle przestała się kiwać.
- Strzał. - szepnęła. Spojrzała na nas. Jej oczy były niebieskie. Gwałtownie wstała i podeszła do mnie. Patrzyła się na mnie przez dłuższy czas, aż upadła. Pomimo bólu wstałem i uklęknąłem nad nią. Zrobiła się ponownie lodowata. Odchyliłem lekko jej głowę. Na szyji miała znak Instantu. Świeciał na niebiesko.
- Idą tu. - szepnął Max a jego oczy lekko się zaświeciły. Wytężyłem umysł. Oficerowie Instantu zbliżali się powoli do domku. Byli może - dwa metry od niego. Nie możemy uciec…
- Co zrobimy? - szepnąłem. Max rozejrzał się po pokoju.
- Mam pewien pomysł. - powiedział i wziął mnie i Nicole za rękę. Poczułem dziwny ścisk w żołądku i wylądowaliśmy w jakichś krzakach. Wyjrzałem zza nich. Byliśmy tuż za oficerami.
- Co masz zamiar zrobić?… - szepnąłem w stronę Max'a. Trzymał Nicole na rękach i wpatrywał się w oficerów. Nie odpowiedział. Pokręciłem lekko głową i spojrzałem z powrotem na oficerów. Dotarli już do drzwi. Jeden z nich wyważył je. Dom zaświecił na niebiesko.
Bezpieczeństwo ludzi jest i zawsze będzie naszą pracą- usłyszałem komunikat. Złość się we mnie zebrała. Jak mogą być tak okrutni i brutalni? Nagle zauważyłem czerwone światełko obok mnie. Max przeplatał między palcami mały płomyczek. Kiedy wszyscy oficerowie weszli do domku, policzył do trzech i bez wahania rzucił płomyk w dom. W momencie dom wybuchł ogniem, a ze środka słyszałem ciche wrzaski. Spojrzałem na Max'a. Miał załzawione oczy. Szybko je otarł i wstał wraz z Nicole na rękach.
- Musimy uciekać na południe. Tam stoją ich samochody. - powiedział szybko. Kiwnąłem lekko głową i popędziłem za nim. Biegłem za nim kilka minut, kiedy nagle zwolnił kroku. Przed nami stały samochody Instantu. Podszedł do jednego z nich i dotknął lekko klamki, po czym wsiadł do samochodu. Położył Nicole na tylnych siedzeniach, a ja usiadłem na miejscu pasażera.
- Gdzie jedziemy? - spytałem. Max włączył samochód i wyjechał z lasu.
- Zanim spotkałem was, nocowałem w takich… tunelach. Wiesz, opuszczone metro. Niby zawsze jest otwarte, ale żaden człowiek nigdy tam nie przychodzi. Ludzie wręcz to omijają. - powiedział Max zerkając w lusterku na Nicole. Nie wiem czy pomysł Max'a na nocowanie w tych tunelach był dobry. Ludzie je omijali? To znaczy, że na pewno nie jest to kryjówka Instantu. Coś lub ktoś musiało zamieszkiwać te tunele. Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
- Jak myślisz, co zrobili Nicole? - głos Max'a wyrwał mnie z przemyśleń. Zerknąłem na Nicole.
- Zapewne to co zwykle robią tym, którzy nie dali się złapać ale jakoś bardziej im się narazili. Przywołali niemiłe wspomnienia, które Instant stworzył. U niej zapewne była to śmierć rodziców i późniejsze okropne życie ze mną. - powiedziałem cicho. Spojrzał na mnie.
- Jak daleko stąd jest do tych twoich tuneli? - spytałem. - Jestem trochę głodny.
- Jeszcze niezły kawałek. Może zatrzymamy się na chwilę? - powiedział wskazując stację benzynową. Zatrzymał się obok jednego słupka. Dał mi do ręki 10 dolców i kazał kupić coś w sklepie obok.
Wszedłem do sklepu i od razu poczułem obrzydliwy odór. Zapach… spalonego ciała. Nikogo nie było w sklepie oprócz sprzedawcy. Czarnowłosy nastolatek. Patrzył się na mnie. Jedno oko miał brązowe, a drugie białe. Odwróciłem wzrok i starałem się skupić na wyborze jedzenia. Wziąłem butelkę wody oraz dużą paczkę czipsów. Kiedy podałem je nastolatkowi, spojrzał się na mnie dziwnie. Wstukiwał powoli cenę w kasę fiskalną. Mijało to chyba godzinami.
- Gdzie jedziecie?- nagle usłyszałem chrypliwy głos. Podskoczyłem. Był to głos nastolatka. Patrzył się na mnie swoimi oczami.
- Do babci na obiad… - skłamałem. Bałem się jak cholera.
- Tak? Nieprzytomna dziewczyna na tylnym siedzeniu, drugi chłopak tankuje. Kupiłeś czipsy oraz wodę. - powiedział szybko i oparł ręce na blacie. Przekręcił lekko głowę.
- Gdzie. jedziecie. - powiedział mrocznym głosem.
- No dobra… Wymknęliśmy sie ze szkoły. Moja dziewczyna zasnęła, więc położyliśmy ją na tylnych siedzeniach. Proszę, tylko nie zgłaszaj tego policji ani nic… - wymyślałem kłamstwa na bieżąco.
Chłopak przyglądał się mi przez chwilę. Nagle się uśmiechnął.
- Spoko, stary. Szerokiej drogi. - powiedział i dał mi resztę. Uśmiechnąłem się niepewnie i wyszedłem ze sklepu. Wsiadłem do samochodu i położyłem czipsy obok mnie. Odetchnąłem. Nagle usłyszałem dziwny dźwięk. Obróciłem się i zauważyłem jak Nicole kaszle.
- Co… co się stało? Gdzie jesteśmy? Czemu jestem w samochodzie Instantu?- pytała się rozglądając się dookoła.
- Instant przywoływał ci wspomnienia, dlatego nic nie pamiętasz. Jesteśmy poza miastem, a z samochodem… później ci opowiem. - powiedziałem patrząc się jak Max płaci za benzynę w sklepie.
Kiedy wsiadł do samochodu, spojrzałem na niego.
- Ten chłopak był dziwny… - powiedział Max po kilku minutach.
- Właśnie. A te jego oczy? Przerażające.
- Co nie tak z jego oczami?
Spojrzałem na Max'a.
- Jedno było piwne, a drugie białe. Nie zauważyłeś?
- Nie… Miał oba niebieskie.
- Zaraz… Czy ten chłopak miał czarne włosy?
- Co? Był blondynem.
Odwróciłem wzrok ku szybie. Nie wiedziałem co sobie myśleć. Na pewno nie było tam dwóch osób. Wyczułbym to. Pokręciłem głową. Nic nie miało sensu. Odkąd Max się pojawił, wszystko stało się dziwne… Nasi rodzice umarli, a teraz uciekamy przed Instantem ich własnym samochodem….
Obrócił nasze życie do góry nogami…
*Perspektywa Nicole*
Jechaliśmy dość długo. Nie wiedziałam gdzie, nie wiedziałam dlaczego. Kyle spojrzał się na Max'a. W jego wzroku kryła się czysta nienawiść.
>>O co znowu ci chodzi…<<
>>Czy ty na prawdę jesteś taka naiwna? Tępa?<<
To zabolało.
>>Ponieważ? Tak wiem. Odkąd Max się pojawił nasze życie się zmieniło. Ale nie uważasz, że to może nasz doprowadzić do czegoś lepszego?<<
Kyle fuknął i odwrócił się spowrotem do okna. Pokręciłam lekko głową. Nagle samochód się zatrzymał.
- To tutaj.- powiedział Max.
Wysiadliśmy z samochodu. Przed nami były schody prowadzące w dół do metra.
- Tu? Nie możemy.- powiedziałam. Wiedziałam, że tam coś było. Jest. I na nas czeka.
~~~~
Proszę, komentujcie! ;-;
sobota, 15 lutego 2014
Protect - rozdział 4
- Kyle? Co się dzieje? - spytałam.
Uniósł lekko drżącą rękę. Odwróciłam się.
Ujrzałam czarnowłosą dziewczynkę. Patrzyła się na mnie. Ubrana była w brudną koszulę nocną. Jej czarne, długie włosy zakrywały prawie całą twarz. Nie widziałam dokładnie jej oczu. Były spowite jakby czarną mgłą.
- Kim jesteś? - spytałam.
Dziewczynka przechyliła głowę. Nagle zauważyłam coś jeszcze. Była przezroczysta. Duch.
Usłyszałam dziwną muzykę.
( Muzyka :http://www.youtube.com/watch?v=YHZ_apAW-4c )
Dziewczynka powoli do nas podchodziła. Max ścisnął moją rękę. Dziewczynka zatrzymała się. Przechyliła znów głowę. Poczułam silny ból w skroniach.
- Przestań!- wrzasnęłam zamykając oczy z bólu. Usłyszałam krzyk dziewczynki. Otworzyłam oczy.
Byłam w lesie. Rozejrzałam się. Nigdzie nikogo nie było. Ani żywej duszy. Jednak byłam pewna, że ktoś mnie obserwuje. Nagle usłyszałam szepty. Szepty dzieci.
- Gdzie jesteście? - spytałam. Zaczęłam nerwowo rozglądać się i chodzić po lesie. Usłyszałam śmiechy.
Biegłam przed siebie. Chciałam uciec. Jak najdalej od nich. Nagle zauważyłam biały domek. Z ogródkiem. Mój stary dom… Podeszłam do niego. Jak to możliwe? Nagle zauważyłam oficerów Instantu. To moja… przeszłość? Co się dzieje? Oficerowie weszli do domku. Po chwili usłyszałam strzał. Mój ojciec umarł. Pobiegłam do mojego domu. Wbiegłam przez otworzone drzwi. Dlaczego to zrobiłam? Aby uratować swoją mamę? Wbiegłam do pokoju. Nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Oficer celował w moją mamę.
- Mamo… - szepnęłam. Tylko ona odwróciła głowę w moją stronę. Uśmiechnęła się.
>>Bądź silna…<<
Zamknęłam oczy. Usłyszałam strzał. Łza spłynęła mi po poliku. Po co mam to oglądać jeszcze raz?
Usłyszałam krzyk. Mój krzyk. Szyby wyleciały z okien. Oficerowie upadli. Mała 'ja' uciekła z domu. Ja zostałam. Nie mogłam się otrząsnąć z tego widoku. Nagle rozbłysnęło niebieskie światło. Na ścianie pojawił się znak Instantu…
>>Bezpieczeństwo dla ludzi to nasza praca.<<
Uniósł lekko drżącą rękę. Odwróciłam się.
Ujrzałam czarnowłosą dziewczynkę. Patrzyła się na mnie. Ubrana była w brudną koszulę nocną. Jej czarne, długie włosy zakrywały prawie całą twarz. Nie widziałam dokładnie jej oczu. Były spowite jakby czarną mgłą.
- Kim jesteś? - spytałam.
Dziewczynka przechyliła głowę. Nagle zauważyłam coś jeszcze. Była przezroczysta. Duch.
Usłyszałam dziwną muzykę.
( Muzyka :http://www.youtube.com/watch?v=YHZ_apAW-4c )
Dziewczynka powoli do nas podchodziła. Max ścisnął moją rękę. Dziewczynka zatrzymała się. Przechyliła znów głowę. Poczułam silny ból w skroniach.
- Przestań!- wrzasnęłam zamykając oczy z bólu. Usłyszałam krzyk dziewczynki. Otworzyłam oczy.
Byłam w lesie. Rozejrzałam się. Nigdzie nikogo nie było. Ani żywej duszy. Jednak byłam pewna, że ktoś mnie obserwuje. Nagle usłyszałam szepty. Szepty dzieci.
- Gdzie jesteście? - spytałam. Zaczęłam nerwowo rozglądać się i chodzić po lesie. Usłyszałam śmiechy.
Biegłam przed siebie. Chciałam uciec. Jak najdalej od nich. Nagle zauważyłam biały domek. Z ogródkiem. Mój stary dom… Podeszłam do niego. Jak to możliwe? Nagle zauważyłam oficerów Instantu. To moja… przeszłość? Co się dzieje? Oficerowie weszli do domku. Po chwili usłyszałam strzał. Mój ojciec umarł. Pobiegłam do mojego domu. Wbiegłam przez otworzone drzwi. Dlaczego to zrobiłam? Aby uratować swoją mamę? Wbiegłam do pokoju. Nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Oficer celował w moją mamę.
- Mamo… - szepnęłam. Tylko ona odwróciła głowę w moją stronę. Uśmiechnęła się.
>>Bądź silna…<<
Zamknęłam oczy. Usłyszałam strzał. Łza spłynęła mi po poliku. Po co mam to oglądać jeszcze raz?
Usłyszałam krzyk. Mój krzyk. Szyby wyleciały z okien. Oficerowie upadli. Mała 'ja' uciekła z domu. Ja zostałam. Nie mogłam się otrząsnąć z tego widoku. Nagle rozbłysnęło niebieskie światło. Na ścianie pojawił się znak Instantu…
>>Bezpieczeństwo dla ludzi to nasza praca.<<
Oficerowie otrzepali się i jakby nigdy nic wyszli z domku. Nie zwrócili w ogóle na mnie uwagi. O co tu chodzi? Wyszłam za nimi. Przed domkiem stały samochody Instantu. Spojrzałam sie za siebie. Mała 'ja' wyszkoczyła z okna i pobiegła do lasu. Westchnęłam i pobiegłam za dziewczynką. Kiedy wbiegłam do lasu, znowu usłyszałam szepty. Tym razem nie zwracałam na nie uwagi. Skupiłam całą uwagę na dziewczynce. Nagle coś ją wciągnęło w krzaki.
'Kyle...'- pomyślałam i się uśmiechnęłam. Podeszłam do krzaków, ale nikogo nie zauważyłam. Uśmiech zszedł mi z twarzy.
Usłyszałam znowu śmiechy.
>>Nas jest więcej... O wiele więcej.<<- usłyszałam szepty.
Poczułam znów silny ból w skroniach. Opadłam na kolana.
- Pomocy...- wyszeptałam i upadłam na ziemię.
sobota, 8 lutego 2014
Protect - rozdział 3
Weszliśmy do szkoły. Wiedziałam, że Kyle nie za bardzo polubił Max'a. Widziałam jak na niego spojrzał, kiedy wszedł do naszej klasy. Jakby od razu coś w nim wyczuł złego. Nie rozumiem go. Max jest taki jak my. Powinniśmy go traktować jak kogoś bliskiego. Kiedy szliśmy przez korytarz wszyscy patrzyli się na nas jak na wyrzutków. Nagle jeden chłopak do nas podszedł. Zac. Szkolny przystojniak. Członek szkolnego zespołu rugby. Każda pusta dziewczyna z tej szkoły za nim szaleje. Tylko JA nie widzę w nim nic szczególnego. Przewróciłam oczami.
- Czego chcesz? - spytał mroźnym głosem Kyle. Zac spojrzał na niego i uniósł ręce.
- Ej, spokojnie. - powiedział przystojniak. -Ja do Max'a. Siedzisz z nami?
Max spojrzał na nas i na Zac'a. Kyle westchnął i poszedł do klasy.
- Ymm... Nie dzięki. - powiedział Max patrząc na odchodzącego Kyle'a.
Zac westchnął. Popatrzyłam w jego oczy.
>>Jezu... Współczuję mu. Teraz będzie się zadawać z nimi?<< - usłyszałam.
Patrzyłam jeszcze chwilę na niego, ale Max wyrwał mnie z transu.
- Co się stało z twoim bratem? - spytał. Pokręciłam lekko głową.
- Sama nie wiem. Ale nie przejmuj się. - powiedziałam. Weszliśmy do jednej z klas i zauważyłam Kyle'a. Podeszłam do niego i usiadłam obok niego w ławce.
- Co ciebie ugryzło?- spytałam Kyle'a.
Max usiadł obok Zac'a. Trochę mu współczułam. Gdyby nie humory Kyle'a, mógłby usiąść obok nas.
- Po prostu... Nie można tak ufać obcym. - powiedział Kyle.
- On nie jest nam taki obcy. Jest taki jak my. - powiedziałam.
- On nie jest taki jak my! - krzyknął i wszystkie twarze zwróciły się ku nam. Wraz z twarzą Max'a. Nauczyciel wszedł do sali.
- Nie możesz tak mówić. On nie jest taki jak my. My wychowaliśmy się tutaj. Żyjemy z normalnymi ludźmi. Umiemy zapanować nad swoimi mocami. A on? Nagle zjawił się w naszym mieście... Nie uważasz, że to podejrzane? - powiedział cicho Kyle. Max głośno chrząknął.
- Nie. Jego rodzice go wyrzucili z domu. Co miał zrobić? - spytałam.
Kyle pokręcił głową i zaśmiał się lekko.
- Nie bądź taka naiwna. A co jak Instant go przysłał? - spytał.
Spuściłam wzrok. Nie pomyślałam o tym. Popatrzyłam na Max'a.
>>To nie tak...<< - usłyszałam, ale oderwałam wzrok od chłopaka.
Co jeśli wszystko wymyślił? Powiedziałam mu o nas wszystko. Jestem taka głupia...
- Panno Everson! - krzyknął nauczyciel. Podniosłam wzrok kiedy usłyszałam moje zmyślone nazwisko.
- Tak? - spytałam.
- Jaka jest odpowiedź? - spytał nauczyciel krzyżując ręce na klatce piersiowej. Popatrzyłam na uczniów.
>>13. Odpowiedź to 13.<<
>>13<<
>>Znowu to samo...<<
- 13! Odpowiedź to 13, proszę pana.- powiedziałam. Nauczyciel zmierzył mnie wzrokiem i zabrał się za następne zadanie.
Popatrzyłam na Max'a.
>>Czy to prawda? Instant ciebie przysłał?<<- pomyślałam.
>>Nie. Nie zrobiłbym wam czegoś takiego.<<- usłyszałam.
Nadal nie miałam pewności co do niego. Ale trzeba spróbować. Kiedy rozbrzmiał dzwonek na przerwę, podeszłam do Max'a.
- Ymm.. Max? - spytałam, na co podniósł głowę do góry.
- Tak?
- Masz może czas w sobotę? - spytałam. Nie wierzę, że to powiedziałam. Czy ja go zaprosiłam na randkę? Nie.. To zwykłe spotkanie. Max uśmiechnął się. No tak. Umie czytać w myślach. Zarumieniłam się lekko. Tak, Max nie był brzydki. Kurcze. Usłyszałam melodyjny śmiech chłopaka, a ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Nagle ktoś mnie popchnął. Kyle. Czemu jest taki zazdrosny?
Westchnęłam.
- Ale tak poza tym, to tak. Mam czas w sobotę. - powiedział, a jego oczy zabłysnęły. Wyszłam z klasy i popędziłam ku Kyle'owi. Szarpnęłam go za ramię. Odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie. Kyle był ode mnie wyższy i często mnie to denerwowało, ale teraz najbardziej.
- Co ciebie znowu ugryzło? Chciałam go bliżej poznać. - powiedziałam, na co on bez słowa się odwrócił i szedł dalej. Podbiegłam do niego próbując nadążyć za nim.
- No co? Jest jednym z nas. Powinniśmy mu pomóc. - powiedziałam. Chłopak nie zwracał na mnie uwagi. Podszedł do swojej szafki i zaczął wyciągać książki. Stanęłam obok niego. Ciągle mnie ignorował.
- Czemu jesteś takim egoistą?! - krzyknęłam mu w twarz, na co on szybko przygniótł mnie do szafki. Ciężko dyszał, a jego oczy stały się czarne.
- Słuchaj. Jeśli chcesz mu pomagać, to proszę bardzo. Ja nie będę się w to pakować.- powiedział chrypliwym głosem, puścił mnie i zniknął. Opadłam na ziemię. Wokół mnie zgromadzili się uczniowie.
>>Co się stało?<<
>>Ta szkoła jest nawiedzona...<<
Popatrzyłam w górę. W szafce było duże wgniecenie. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego… Nigdy by mnie nie skrzywdził… Nagle jakieś ręce mnie otoczyły i podniosły. Max.
- Chodź…- powiedział cicho. Weszliśmy do klasy. Nie było tam Kyle'a. Na następnych lekcjach też go nie było. Kiedy ostatnia lekcja się skończyła, jak najszybciej wybiegłam ze szkoły. Biegłam do domu. Wiedziałam, że tam będzie Kyle. Kiedy weszłam do lasu, usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Moje serce przyspieszyło. Odwróciłam się. Przede mną stał Max.
- Bu. - powiedział i wyszczerzył zęby.
Przewróciłam oczami. Jeszcze go tutaj brakowało. Nie zwracając na niego uwagi, szłam dalej w las. Wolałabym, żeby Max nie szedł za mną. Kyle wtedy jeszcze bardziej się wkurzy. Nagle poczułam dziwny zapach. Coś się paliło. Szybko pobiegłam w stronę zapachu. Nagle się zatrzymałam. Przede mnę stał mój dom. Cały spalony, a jego dach jeszcze się palił. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Wbiegłam do domu.
- Jennifer! Joseph! - wrzeszczałam. Nigdzie ich nie było. Nagle moją uwagę przykuło niebieskie światło. Nie. Nie tym razem. Na ścianie widniał znak Instantu. Niebieskie koło z połową pacyfki w środku. Opadłam na podłogę. Gorące łzy spływały mi po policzkach. Wrzasnęłam. Nagle usłyszałam komunikat Instantu.
"Chronić ludzi i społeczeństwo na zawsze będzie naszą pracą." - odezwała się przemiła pani. Zrobiło mi się gorąco. Głowa zaczęła mnie strasznie boleć. Nagle poczęłam pchnięcie w klatce piersiowej i cała zaczęłam się palić. Dziwne. Nie bolało mnie to. Znowu poczułam pchnięcie i przestałam się palić.
Nagle obok mnie pojawił się Max.
- Co się tu stało? - spytał.
- Był tu Instant. Odkryli naszą kryjówkę. Zabrali moich przybranych rodziców. - spojrzałam na niego przez załzawione oczy. Kucnął przy mnie i mnie przytulił.
- Hej… Wszystko będzie dobrze. Na razie musimy znaleźć Kyle'a. Może mu się coś stać. - powiedział, na co wyszczerzyłam oczy. Zupełnie o nim zapomniałam. Wybiegliśmy z domu.
- Kyle! - krzyczałam. Nikt nie odpowiadał. Szliśmy bardzo długo przez las. Nagle zobaczyłam leżącego Kyle'a. Był cały podrapany i gdzieniegdzie leciała mu krew.
Popatrzyłam na niektóre rany. Skoncentrowałam się. Położyłam rękę na jego ranie. Po chwili znikła. Zrobiłam tak samo z innymi zacięciami. Wzięłam na ręce chłopaka.
- Pomóż mi trochę. - powiedziałam cicho, na co Max zabrał ode mnie Kyle'a.
Weszliśmy do spalonego domu i położyliśmy go na łóżku. Był nieprzytomny.
- Czy on… nie żyje? - spytał Max.
- Na pewno żyje. - powiedziałam i usiadłam obok niego. W moich rękach pojawiła się niebieska kula. Wcisnęłam ją w klatkę piersiową Kyle'a. Niebieska poświata rozpostrzeniła się po całym ciele chłopaka, a jego oczy momentalnie zabłysły. Nagle zaczął kaszleć.
- Kyle… - powiedziałam uśmiechnięta i przytuliłam chłopaka.
Kyle lekko się uśmiechnął i nagle spojrzał na korytarz. Wlepił wzrok w jedną stronę.
- Kyle? Co się dzieje?
- Czego chcesz? - spytał mroźnym głosem Kyle. Zac spojrzał na niego i uniósł ręce.
- Ej, spokojnie. - powiedział przystojniak. -Ja do Max'a. Siedzisz z nami?
Max spojrzał na nas i na Zac'a. Kyle westchnął i poszedł do klasy.
- Ymm... Nie dzięki. - powiedział Max patrząc na odchodzącego Kyle'a.
Zac westchnął. Popatrzyłam w jego oczy.
>>Jezu... Współczuję mu. Teraz będzie się zadawać z nimi?<< - usłyszałam.
Patrzyłam jeszcze chwilę na niego, ale Max wyrwał mnie z transu.
- Co się stało z twoim bratem? - spytał. Pokręciłam lekko głową.
- Sama nie wiem. Ale nie przejmuj się. - powiedziałam. Weszliśmy do jednej z klas i zauważyłam Kyle'a. Podeszłam do niego i usiadłam obok niego w ławce.
- Co ciebie ugryzło?- spytałam Kyle'a.
Max usiadł obok Zac'a. Trochę mu współczułam. Gdyby nie humory Kyle'a, mógłby usiąść obok nas.
- Po prostu... Nie można tak ufać obcym. - powiedział Kyle.
- On nie jest nam taki obcy. Jest taki jak my. - powiedziałam.
- On nie jest taki jak my! - krzyknął i wszystkie twarze zwróciły się ku nam. Wraz z twarzą Max'a. Nauczyciel wszedł do sali.
- Nie możesz tak mówić. On nie jest taki jak my. My wychowaliśmy się tutaj. Żyjemy z normalnymi ludźmi. Umiemy zapanować nad swoimi mocami. A on? Nagle zjawił się w naszym mieście... Nie uważasz, że to podejrzane? - powiedział cicho Kyle. Max głośno chrząknął.
- Nie. Jego rodzice go wyrzucili z domu. Co miał zrobić? - spytałam.
Kyle pokręcił głową i zaśmiał się lekko.
- Nie bądź taka naiwna. A co jak Instant go przysłał? - spytał.
Spuściłam wzrok. Nie pomyślałam o tym. Popatrzyłam na Max'a.
>>To nie tak...<< - usłyszałam, ale oderwałam wzrok od chłopaka.
Co jeśli wszystko wymyślił? Powiedziałam mu o nas wszystko. Jestem taka głupia...
- Panno Everson! - krzyknął nauczyciel. Podniosłam wzrok kiedy usłyszałam moje zmyślone nazwisko.
- Tak? - spytałam.
- Jaka jest odpowiedź? - spytał nauczyciel krzyżując ręce na klatce piersiowej. Popatrzyłam na uczniów.
>>13. Odpowiedź to 13.<<
>>13<<
>>Znowu to samo...<<
- 13! Odpowiedź to 13, proszę pana.- powiedziałam. Nauczyciel zmierzył mnie wzrokiem i zabrał się za następne zadanie.
Popatrzyłam na Max'a.
>>Czy to prawda? Instant ciebie przysłał?<<- pomyślałam.
>>Nie. Nie zrobiłbym wam czegoś takiego.<<- usłyszałam.
Nadal nie miałam pewności co do niego. Ale trzeba spróbować. Kiedy rozbrzmiał dzwonek na przerwę, podeszłam do Max'a.
- Ymm.. Max? - spytałam, na co podniósł głowę do góry.
- Tak?
- Masz może czas w sobotę? - spytałam. Nie wierzę, że to powiedziałam. Czy ja go zaprosiłam na randkę? Nie.. To zwykłe spotkanie. Max uśmiechnął się. No tak. Umie czytać w myślach. Zarumieniłam się lekko. Tak, Max nie był brzydki. Kurcze. Usłyszałam melodyjny śmiech chłopaka, a ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Nagle ktoś mnie popchnął. Kyle. Czemu jest taki zazdrosny?
Westchnęłam.
- Ale tak poza tym, to tak. Mam czas w sobotę. - powiedział, a jego oczy zabłysnęły. Wyszłam z klasy i popędziłam ku Kyle'owi. Szarpnęłam go za ramię. Odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie. Kyle był ode mnie wyższy i często mnie to denerwowało, ale teraz najbardziej.
- Co ciebie znowu ugryzło? Chciałam go bliżej poznać. - powiedziałam, na co on bez słowa się odwrócił i szedł dalej. Podbiegłam do niego próbując nadążyć za nim.
- No co? Jest jednym z nas. Powinniśmy mu pomóc. - powiedziałam. Chłopak nie zwracał na mnie uwagi. Podszedł do swojej szafki i zaczął wyciągać książki. Stanęłam obok niego. Ciągle mnie ignorował.
- Czemu jesteś takim egoistą?! - krzyknęłam mu w twarz, na co on szybko przygniótł mnie do szafki. Ciężko dyszał, a jego oczy stały się czarne.
- Słuchaj. Jeśli chcesz mu pomagać, to proszę bardzo. Ja nie będę się w to pakować.- powiedział chrypliwym głosem, puścił mnie i zniknął. Opadłam na ziemię. Wokół mnie zgromadzili się uczniowie.
>>Co się stało?<<
>>Ta szkoła jest nawiedzona...<<
Popatrzyłam w górę. W szafce było duże wgniecenie. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego… Nigdy by mnie nie skrzywdził… Nagle jakieś ręce mnie otoczyły i podniosły. Max.
- Chodź…- powiedział cicho. Weszliśmy do klasy. Nie było tam Kyle'a. Na następnych lekcjach też go nie było. Kiedy ostatnia lekcja się skończyła, jak najszybciej wybiegłam ze szkoły. Biegłam do domu. Wiedziałam, że tam będzie Kyle. Kiedy weszłam do lasu, usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Moje serce przyspieszyło. Odwróciłam się. Przede mną stał Max.
- Bu. - powiedział i wyszczerzył zęby.
Przewróciłam oczami. Jeszcze go tutaj brakowało. Nie zwracając na niego uwagi, szłam dalej w las. Wolałabym, żeby Max nie szedł za mną. Kyle wtedy jeszcze bardziej się wkurzy. Nagle poczułam dziwny zapach. Coś się paliło. Szybko pobiegłam w stronę zapachu. Nagle się zatrzymałam. Przede mnę stał mój dom. Cały spalony, a jego dach jeszcze się palił. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Wbiegłam do domu.
- Jennifer! Joseph! - wrzeszczałam. Nigdzie ich nie było. Nagle moją uwagę przykuło niebieskie światło. Nie. Nie tym razem. Na ścianie widniał znak Instantu. Niebieskie koło z połową pacyfki w środku. Opadłam na podłogę. Gorące łzy spływały mi po policzkach. Wrzasnęłam. Nagle usłyszałam komunikat Instantu.
"Chronić ludzi i społeczeństwo na zawsze będzie naszą pracą." - odezwała się przemiła pani. Zrobiło mi się gorąco. Głowa zaczęła mnie strasznie boleć. Nagle poczęłam pchnięcie w klatce piersiowej i cała zaczęłam się palić. Dziwne. Nie bolało mnie to. Znowu poczułam pchnięcie i przestałam się palić.
Nagle obok mnie pojawił się Max.
- Co się tu stało? - spytał.
- Był tu Instant. Odkryli naszą kryjówkę. Zabrali moich przybranych rodziców. - spojrzałam na niego przez załzawione oczy. Kucnął przy mnie i mnie przytulił.
- Hej… Wszystko będzie dobrze. Na razie musimy znaleźć Kyle'a. Może mu się coś stać. - powiedział, na co wyszczerzyłam oczy. Zupełnie o nim zapomniałam. Wybiegliśmy z domu.
- Kyle! - krzyczałam. Nikt nie odpowiadał. Szliśmy bardzo długo przez las. Nagle zobaczyłam leżącego Kyle'a. Był cały podrapany i gdzieniegdzie leciała mu krew.
Popatrzyłam na niektóre rany. Skoncentrowałam się. Położyłam rękę na jego ranie. Po chwili znikła. Zrobiłam tak samo z innymi zacięciami. Wzięłam na ręce chłopaka.
- Pomóż mi trochę. - powiedziałam cicho, na co Max zabrał ode mnie Kyle'a.
Weszliśmy do spalonego domu i położyliśmy go na łóżku. Był nieprzytomny.
- Czy on… nie żyje? - spytał Max.
- Na pewno żyje. - powiedziałam i usiadłam obok niego. W moich rękach pojawiła się niebieska kula. Wcisnęłam ją w klatkę piersiową Kyle'a. Niebieska poświata rozpostrzeniła się po całym ciele chłopaka, a jego oczy momentalnie zabłysły. Nagle zaczął kaszleć.
- Kyle… - powiedziałam uśmiechnięta i przytuliłam chłopaka.
Kyle lekko się uśmiechnął i nagle spojrzał na korytarz. Wlepił wzrok w jedną stronę.
- Kyle? Co się dzieje?
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Protect - rozdział 2
Protect - rozdział 2
Piosenka
~~~~~~~~~~~
- Nicole… - spokojny głos wyrwał mnie ze snu. Otworzyłam lekko oczy. Przede mną stał ubrany Kyle z uśmiechem na ustach.
- Która jest godzina? - spytałam zamykając oczy.
- Już 7.00. - powiedział roześmiany chłopak. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do toalety się przebrać.
Jak mogłam zaspać? Szybko ubrałam byle jakie krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka. Uczesałam włosy i wybiegłam z łazienki. Wbiegłam do kuchni, gdzie krzątała się Jennifer. To ona i jej mąż Joseph nas przygarnęli.
- Cześć Jenn. - powiedziałam zjadając z jej talerza jedną kanapkę.
- Cześć Nicole. Zaspałaś?
Popatrzyłam na nią, a ona się zaśmiała. Kyle stał przy drzwiach i czekał na mnie. Co prawda, lekcje zaczynały się nam o 8.00, ale droga do szkoły zajmowała nam dobre pół godziny.
Umyłam szybko zęby i wybiegłam razem z Kyle'm z domu. Spojrzałam na zegarek. 7.20. Nieźle. Chyba mój nowy rekord. Szliśmy obok pustej ulicy w ciszy. Nagle usłyszałam znajomy dźwięk. Razem z Kyle'm schowaliśmy się za drzewami. Tuż obok nas przejechała czarna ciężarówka. Instant. Co prawda, nie mogli zobaczyć, czy jesteśmy inni, ale moglibyśmy zachowywać się dziwnie.
Kiedy ciężarówka zniknęła za horyzontem, wyszliśmy zza drzew. Przyspieszyliśmy trochę kroku. Nagle zauważyliśmy naszą szkołę. Wszystkie patrzyli na nas. Złapaliśmy się za ręce i z uśmiechem weszliśmy do szkoły. Pierwsza lekcja. Matematyka. Na szczęście, byliśmy w tej samej klasie. Weszliśmy do sali i usiedliśmy razem. Nauczyciel wszedł do klasy z jakimś chłopakiem. Miał niebieskie oczy i blond włosy. Od razu przykuł moją uwagę. Coś w nim było niezwykłego. Szturchnęłam Kyle'a łokciem i pokazałam mu chłopaka.
- Dzień dobry, dzieci. - odparł p. Rivenwood. Zawsze tak do nas mówił, chociaż mieliśmy 17 lat.
- To nowy uczeń i będzie z wami chodził do klasy. Proszę, bądźcie dla niego mili.- powiedział nauczyciel, a chłopak jakby się wybudził z transu.
- Mam na imię Max. - powiedział chłopak. Rozejrzał się po klasie i spojrzał na nas. Przed nami było jedyne wolne miejsce. Podszedł do nas, a kiedy siadał spojrzał na mnie. Jego oczy lekko się zaświeciły.
Wstrzymałam oddech. Wyrwałam kartkę z zeszytu i napisałam na niej szybko 'On nie jest człowiekiem'. I podałam kartkę Kyle'owi. Spojrzał się na mnie dziwnie. Westchnęłam. Czy tylko ja to widziałam? Spojrzałam na innych uczniów. Dresy i plastiki. Ale najbardziej przykuły moją uwagę trzy dziewczyny - Alex, Drew i Stephanie. Większych plotkarek nie widziałam. Najpopularniejsze dziewczyny w szkole. Najlepsze przyjaciółki od zawsze. Popatrzyła na nie. I nagle usłyszałam te szepty.
"Jezu, on jest boski."
"Zaklepuję go"
"Chyba się zakochałam"
Kiedy to usłyszałam, wraz z Kyle'm zaśmialiśmy się. Nasz wyostrzony zmysł słuchu i przenikanie do myśli często są przydatne. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Chłopak przede mną ściskał krzesło. Lekcja minęła bardzo szybko. Nie zwracałam uwagi na nauczyciela. Ciągle próbowałam rozgryźć nowego chłopaka.
Piosenka
~~~~~~~~~~~
- Nicole… - spokojny głos wyrwał mnie ze snu. Otworzyłam lekko oczy. Przede mną stał ubrany Kyle z uśmiechem na ustach.
- Która jest godzina? - spytałam zamykając oczy.
- Już 7.00. - powiedział roześmiany chłopak. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do toalety się przebrać.
Jak mogłam zaspać? Szybko ubrałam byle jakie krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka. Uczesałam włosy i wybiegłam z łazienki. Wbiegłam do kuchni, gdzie krzątała się Jennifer. To ona i jej mąż Joseph nas przygarnęli.
- Cześć Jenn. - powiedziałam zjadając z jej talerza jedną kanapkę.
- Cześć Nicole. Zaspałaś?
Popatrzyłam na nią, a ona się zaśmiała. Kyle stał przy drzwiach i czekał na mnie. Co prawda, lekcje zaczynały się nam o 8.00, ale droga do szkoły zajmowała nam dobre pół godziny.
Umyłam szybko zęby i wybiegłam razem z Kyle'm z domu. Spojrzałam na zegarek. 7.20. Nieźle. Chyba mój nowy rekord. Szliśmy obok pustej ulicy w ciszy. Nagle usłyszałam znajomy dźwięk. Razem z Kyle'm schowaliśmy się za drzewami. Tuż obok nas przejechała czarna ciężarówka. Instant. Co prawda, nie mogli zobaczyć, czy jesteśmy inni, ale moglibyśmy zachowywać się dziwnie.
Kiedy ciężarówka zniknęła za horyzontem, wyszliśmy zza drzew. Przyspieszyliśmy trochę kroku. Nagle zauważyliśmy naszą szkołę. Wszystkie patrzyli na nas. Złapaliśmy się za ręce i z uśmiechem weszliśmy do szkoły. Pierwsza lekcja. Matematyka. Na szczęście, byliśmy w tej samej klasie. Weszliśmy do sali i usiedliśmy razem. Nauczyciel wszedł do klasy z jakimś chłopakiem. Miał niebieskie oczy i blond włosy. Od razu przykuł moją uwagę. Coś w nim było niezwykłego. Szturchnęłam Kyle'a łokciem i pokazałam mu chłopaka.
- Dzień dobry, dzieci. - odparł p. Rivenwood. Zawsze tak do nas mówił, chociaż mieliśmy 17 lat.
- To nowy uczeń i będzie z wami chodził do klasy. Proszę, bądźcie dla niego mili.- powiedział nauczyciel, a chłopak jakby się wybudził z transu.
- Mam na imię Max. - powiedział chłopak. Rozejrzał się po klasie i spojrzał na nas. Przed nami było jedyne wolne miejsce. Podszedł do nas, a kiedy siadał spojrzał na mnie. Jego oczy lekko się zaświeciły.
Wstrzymałam oddech. Wyrwałam kartkę z zeszytu i napisałam na niej szybko 'On nie jest człowiekiem'. I podałam kartkę Kyle'owi. Spojrzał się na mnie dziwnie. Westchnęłam. Czy tylko ja to widziałam? Spojrzałam na innych uczniów. Dresy i plastiki. Ale najbardziej przykuły moją uwagę trzy dziewczyny - Alex, Drew i Stephanie. Większych plotkarek nie widziałam. Najpopularniejsze dziewczyny w szkole. Najlepsze przyjaciółki od zawsze. Popatrzyła na nie. I nagle usłyszałam te szepty.
"Jezu, on jest boski."
"Zaklepuję go"
"Chyba się zakochałam"
Kiedy to usłyszałam, wraz z Kyle'm zaśmialiśmy się. Nasz wyostrzony zmysł słuchu i przenikanie do myśli często są przydatne. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Chłopak przede mną ściskał krzesło. Lekcja minęła bardzo szybko. Nie zwracałam uwagi na nauczyciela. Ciągle próbowałam rozgryźć nowego chłopaka.
*Perspektywa Max'a*
Wszyscy opuścili klasę prócz mnie. Przez całą lekcje nie mogłem usiedzieć na miejscu. Miesiąc temu odkryłem ze jestem inny. Moi rodzice mnie opuścili i musiałem sobie radzić sam... Nie wiem co ze sobą zrobić. Zarzucilem plecak na ramię i wyszłem z klasy.
- Hej Maxi...- usłyszałem piskliwy głos. Odwróciłem głowę i ujrzałem trzy dziewczyny. Prawie nie zwymiotowałem na ich widok.
- Ymm... Może cię odprowadzimy po szkole?- spytała jedna z nich.
- Nie dzięki. Poradzę sobie. - odparłem, a z ich twarzy znikł uśmiech. Szedłem korytarzem, kiedy ktoś na mnie zatrzymał.
- Cześć, mam na imię Zac.- powiedział napakowany koleś.
- Max.- odparłem.
- Ja i moi kumple stwierdziliśmy, ze możemy cię odprowadzić po szkole.- powiedział.
- Yyy... Ok. Dzięki.- powiedziałem. Oni byli lepsi od plastików, a poza tym nie chciałbym sobie narobić takich wrogów.
Kiedy oprowadzali mnie po szkole, często napotykałem tą samą dziewczynę i chłopaka. Ciągle na mnie patrzyli.
- Kto to? - spytałem pokazując na nietypowa parę.
- Oni? Nie zawracaj sobie głowy. Szkolni dziwacy. Są rodzeństwem i z nikim nie rozmawiają.- powiedział szybko jeden z chłopaków.
- Może mają powód.- powiedziałem.
Zac spojrzał się na mnie dziwnie. Zapewne para nie była bardzo lubiana w tej szkole.
Jednak wydawali się być tacy jak ja. Inni. Patrzyłem na brązowo-włosą dziewczynę która rozmawiała ze swoim bratem. Dziwne. Nie byli do siebie ani trochę podobni. Nakle ktoś na mnie wpadł. Przewróciłem się na podłogę. Poczułem dziwny ból w głowie. Stawał się coraz silniejszy. Skuliłem się w kulkę i złapałem się za głowę. Wrzasnąłem, ale nic nie usłyszałem. Z wszystkich okien wybiły się szyby, a wszyscy łapali się za uszy. Prócz ich. W ogóle na nich to nie działało. Podbiegli do mnie i podnieśli z podłogi. Wybiegli ze mną ze szkoły i zaciągnęli mnie do lasu. Od razu upadłem na jedno z drzew.
- Spokojnie. Oddychaj. - mówiła do mnie dziewczyna. Patrzyła na mnie swoimi zielonymi oczami ze współczuciem.
- Co się stało? - spytałem chrypliwym głosem.
- Musimy mu pomóc, Kyle. - powiedziała do chłopaka.
- Ale w czym? - spytałem. Nic nie rozumiałem. Dziewczyna podniosła moje ręce do góry i mi je pokazała. Całe były oszronione. A na środku widniały dziwne wzory.
- Mówiłam. To nie jest człowiek. - powiedziała do swojego brata.
- Od kiedy doświadczasz takich rzeczy? - spytał chłopak siadając przede mną na pieńku.
- Od miesiąca.
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy.
- I jeszcze cie nie złapali?! - krzyknęła.
Pokręciłem głową. Nawet nie wiem o kim ona mówiła. Ale coś musiało być na rzeczy.
- Kto mnie miał niby złapać?- spytałem.
- Nie wiesz? Jest taka instytucja. Instant. - powiedziała dziewczyna cicho.
- Co roku oczyszczają świat z takich jak my. Nie chcą, żebyśmy żyli na tym świecie. - dokończył Kyle.
Popatrzyłem na nich zdezorientowany.
- To… Jak wy przeżyliście 17 lat? - spytałem.
Dziewczyna popatrzyła na chłopaka, który kiwnął głową.
- Słuchaj… Z kim mieszkasz? - spytała dziewczyna.
- Sam.
Dziewczyna spojrzała błagalnie na chłopaka. Westchnął.
Jednak wydawali się być tacy jak ja. Inni. Patrzyłem na brązowo-włosą dziewczynę która rozmawiała ze swoim bratem. Dziwne. Nie byli do siebie ani trochę podobni. Nakle ktoś na mnie wpadł. Przewróciłem się na podłogę. Poczułem dziwny ból w głowie. Stawał się coraz silniejszy. Skuliłem się w kulkę i złapałem się za głowę. Wrzasnąłem, ale nic nie usłyszałem. Z wszystkich okien wybiły się szyby, a wszyscy łapali się za uszy. Prócz ich. W ogóle na nich to nie działało. Podbiegli do mnie i podnieśli z podłogi. Wybiegli ze mną ze szkoły i zaciągnęli mnie do lasu. Od razu upadłem na jedno z drzew.
- Spokojnie. Oddychaj. - mówiła do mnie dziewczyna. Patrzyła na mnie swoimi zielonymi oczami ze współczuciem.
- Co się stało? - spytałem chrypliwym głosem.
- Musimy mu pomóc, Kyle. - powiedziała do chłopaka.
- Ale w czym? - spytałem. Nic nie rozumiałem. Dziewczyna podniosła moje ręce do góry i mi je pokazała. Całe były oszronione. A na środku widniały dziwne wzory.
- Mówiłam. To nie jest człowiek. - powiedziała do swojego brata.
- Od kiedy doświadczasz takich rzeczy? - spytał chłopak siadając przede mną na pieńku.
- Od miesiąca.
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy.
- I jeszcze cie nie złapali?! - krzyknęła.
Pokręciłem głową. Nawet nie wiem o kim ona mówiła. Ale coś musiało być na rzeczy.
- Kto mnie miał niby złapać?- spytałem.
- Nie wiesz? Jest taka instytucja. Instant. - powiedziała dziewczyna cicho.
- Co roku oczyszczają świat z takich jak my. Nie chcą, żebyśmy żyli na tym świecie. - dokończył Kyle.
Popatrzyłem na nich zdezorientowany.
- To… Jak wy przeżyliście 17 lat? - spytałem.
Dziewczyna popatrzyła na chłopaka, który kiwnął głową.
- Słuchaj… Z kim mieszkasz? - spytała dziewczyna.
- Sam.
Dziewczyna spojrzała błagalnie na chłopaka. Westchnął.
- Może z nami zamieszkasz? Nasi rodzice są tacy jak my. Nauczyli nas jak byc niewidocznym dla Instantu.
Popatrzyłem na nich. Nie wiedziałem co powiedzieć. Może tak by było lepiej?
Pokiwałem lekko głową. Dziewczyna podskoczyła podekscytowana i przytuliła mnie. Zaczyna mi sie podobać. Chłopak przewrócił oczami i sie uśmiechnął.
- Dobra, wracajmy do szkoły, bo sie spóźnimy na lekcje.- powiedziała dziewczyna i udaliśmy się w kierunku szkoły.
sobota, 18 stycznia 2014
Protect - rozdział I
Protect - rozdział I
Piosenka
~~~~~~~
Obudziłam się z wrzaskiem. Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu.
- Co się stało Nicole? - spytał rozespanym głosem Kyle. Leżał na materacu obok mojego łóżka.
- Ten sam koszmar. - szepnęłam. Spojrzał się na mnie przestraszony.
- Coś się niedługo stanie. Na pewno. - powiedział i wstał z materaca. Zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
- Kyle, nie denerwuj się. Czasami ludziom też się śnią te same sny co nocy. Nic się nie stanie.- powiedziałam, próbując uspokoić Kyle'a, chociaż sama w to nie wierzyłam.
Spojrzał się na mnie i lekko się uśmiechnął.
- Może dzisiaj będę spać z tobą.- szepnął. Kiwnęłam lekko głową. Kyle to był mój 'brat'. Obaj nie mieliśmy rodziców i znaleźliśmy siebie nawzajem w lesie, kiedy mieliśmy po 4 lata. Później, okazało się, że jest więcej takich jak my. No właśnie. Nie jesteśmy ludźmi. Mamy nieokreślone moce. Tacy się urodziliśmy. Pamiętam dzień spotkania z Kyle'm jakby to było wczoraj.
***
-Mamo, ale co się stanie? - spytałam szlochając. Moja mama ukryła mnie pod łóżkiem.
- Nic, kochanie. Po prostu nadszedł nasz czas. Musisz sobie dalej radzić sama. - powiedziała. Nigdy nie widziałam mamy tak silnej. Jedna łza spłynęła po jej policzku, ale szybko ją otarła. Pogłaskała lekko mój policzek.
- Ale… Musicie iść?
- Tak, kochanie. Nie bój się. I Instantu też. To, że co roku oczyszczają świat z takich jak my, nie znaczy, że ty masz się dać złapać.- powiedziała. Instant to rząd, który co roku oczyszcza świat z takich jak my. Twierdzą, że nie powinniśmy żyć tam gdzie normalni ludzie. Mama pogłaskała mnie jeszcze raz i wstała. Odwróciła się do mnie. Zamknęłam oczy. Usłyszałam pukanie. To oni. Nikogo nie znienawidziłam wtedy jak ich. Mama nie otwierała, a do pokoju wbiegł tata.
- Radź sobie córeczko. Wierzymy w ciebie. - powiedział nie odwracając się do mnie. Do domu wbiegli oficerowie. Mężczyźni w kostiumach, zakrywających całe ich ciało, wbiegli do naszego domu i od razu wbiegli do mojego pokoju. Moja mama wyciągnęła rękę, ale jeden z oficerów nie wahając się odciął jej głowę srebrnym ostrzem. Od razu je poznałam. Ostrze Instantu. Jest ich kilka i tylko nimi da się zabić takich jak my. Tata uklęknął.
- Przepraszam. - szepnął, a ostrze przebiło na wylot jego klatkę piersiową. Zakryłam ręką usta. Wiedziałam, że muszę być silna. Jeśli się rozpłaczę, znajdą mnie.
- Powinna tu być jeszcze jedna osoba. Nieletnia. - odparł głębokim głosem jeden z oficerów. Wiedziałam, że teraz jest moja szansa. Otworzyłam buzię. Oficerzy zaczęli wrzeszczeć i zakrywać uszy z bólu. Pokładali się po podłodze. Wyszłam spod łóżka i wyskoczyłam przez okno.
- Łapać ją! - usłyszałam i pobiegłam do lasu. Gałęzie ocierały się o moje ciało, ale ja coraz szybciej biegłam. Cały las rozświetlił się do latarek oficerów. Usłyszałam szczekanie. Świetnie. Zabrakło tylko psów. Biegłam coraz szybciej. Tuż przede mną przebiegały sarny i jelenie. Moje serce waliło jak młot.
Nagle poczułam jak ktoś mi zakrywa usta dłonią i wciąga w krzaki. Nie krzyczałam. Odwróciłam się. Chłopczyk zdjął mi małą rączkę z ust i położył palec na swoich ustach. Pokiwałam głową. Oficerzy z psami przebiegli tuż obok nas i pobiegli dalej w las. Odetchnęłam.
- Kim jesteś? - szepnęłam.
- Mam na imię Kyle. - powiedział czarnowłosy chłopiec. Jego piwne oczy wpatrywały się w moje.
- Ja Nicole. Jesteś taki jak ja?- spytałam, na co kiwnął powoli głową.
***
Od tamtego czasu razem zdobywaliśmy jedzenie, kiedy wreszcie przygarnęli nas inni rodzice, tacy jak my. Z dnia na dzień dowiadujemy się o nowych mocach, które posiadamy. Rodzice, którzy nas przygarnęli, nauczyli nas jak utworzyć 'mur' wokół siebie - Instant ani jego oficerzy nie mogą zobaczyć, że jesteśmy inni. To nam bardzo pomogło w życiu. Zaczęliśmy chodzić do szkoły - nikt nas nie lubił, bo zawsze dostawaliśmy lepsze oceny, chociaż się nie uczyliśmy. Chodziliśmy razem po korytarzu, zazwyczaj nie odzywaliśmy się do nikogo. Byliśmy nierozłączni.Byliśmy inni.
*******
Hej :o Jest pierwsza część/prolog mojej opowieści ;) Mam nadzieję, że się wam spodobała.
Jeśli tak = skomentujcie, żebym wiedziała, że ktoś to czyta :P
Jeśli nie = powiedz czemu, a spróbuję to zmienić ;)
Każda część będzie dodawana co piątek :)
~Jasmine
Piosenka
~~~~~~~
Obudziłam się z wrzaskiem. Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu.
- Co się stało Nicole? - spytał rozespanym głosem Kyle. Leżał na materacu obok mojego łóżka.
- Ten sam koszmar. - szepnęłam. Spojrzał się na mnie przestraszony.
- Coś się niedługo stanie. Na pewno. - powiedział i wstał z materaca. Zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
- Kyle, nie denerwuj się. Czasami ludziom też się śnią te same sny co nocy. Nic się nie stanie.- powiedziałam, próbując uspokoić Kyle'a, chociaż sama w to nie wierzyłam.
Spojrzał się na mnie i lekko się uśmiechnął.
- Może dzisiaj będę spać z tobą.- szepnął. Kiwnęłam lekko głową. Kyle to był mój 'brat'. Obaj nie mieliśmy rodziców i znaleźliśmy siebie nawzajem w lesie, kiedy mieliśmy po 4 lata. Później, okazało się, że jest więcej takich jak my. No właśnie. Nie jesteśmy ludźmi. Mamy nieokreślone moce. Tacy się urodziliśmy. Pamiętam dzień spotkania z Kyle'm jakby to było wczoraj.
***
-Mamo, ale co się stanie? - spytałam szlochając. Moja mama ukryła mnie pod łóżkiem.
- Nic, kochanie. Po prostu nadszedł nasz czas. Musisz sobie dalej radzić sama. - powiedziała. Nigdy nie widziałam mamy tak silnej. Jedna łza spłynęła po jej policzku, ale szybko ją otarła. Pogłaskała lekko mój policzek.
- Ale… Musicie iść?
- Tak, kochanie. Nie bój się. I Instantu też. To, że co roku oczyszczają świat z takich jak my, nie znaczy, że ty masz się dać złapać.- powiedziała. Instant to rząd, który co roku oczyszcza świat z takich jak my. Twierdzą, że nie powinniśmy żyć tam gdzie normalni ludzie. Mama pogłaskała mnie jeszcze raz i wstała. Odwróciła się do mnie. Zamknęłam oczy. Usłyszałam pukanie. To oni. Nikogo nie znienawidziłam wtedy jak ich. Mama nie otwierała, a do pokoju wbiegł tata.
- Radź sobie córeczko. Wierzymy w ciebie. - powiedział nie odwracając się do mnie. Do domu wbiegli oficerowie. Mężczyźni w kostiumach, zakrywających całe ich ciało, wbiegli do naszego domu i od razu wbiegli do mojego pokoju. Moja mama wyciągnęła rękę, ale jeden z oficerów nie wahając się odciął jej głowę srebrnym ostrzem. Od razu je poznałam. Ostrze Instantu. Jest ich kilka i tylko nimi da się zabić takich jak my. Tata uklęknął.
- Przepraszam. - szepnął, a ostrze przebiło na wylot jego klatkę piersiową. Zakryłam ręką usta. Wiedziałam, że muszę być silna. Jeśli się rozpłaczę, znajdą mnie.
- Powinna tu być jeszcze jedna osoba. Nieletnia. - odparł głębokim głosem jeden z oficerów. Wiedziałam, że teraz jest moja szansa. Otworzyłam buzię. Oficerzy zaczęli wrzeszczeć i zakrywać uszy z bólu. Pokładali się po podłodze. Wyszłam spod łóżka i wyskoczyłam przez okno.
- Łapać ją! - usłyszałam i pobiegłam do lasu. Gałęzie ocierały się o moje ciało, ale ja coraz szybciej biegłam. Cały las rozświetlił się do latarek oficerów. Usłyszałam szczekanie. Świetnie. Zabrakło tylko psów. Biegłam coraz szybciej. Tuż przede mną przebiegały sarny i jelenie. Moje serce waliło jak młot.
Nagle poczułam jak ktoś mi zakrywa usta dłonią i wciąga w krzaki. Nie krzyczałam. Odwróciłam się. Chłopczyk zdjął mi małą rączkę z ust i położył palec na swoich ustach. Pokiwałam głową. Oficerzy z psami przebiegli tuż obok nas i pobiegli dalej w las. Odetchnęłam.
- Kim jesteś? - szepnęłam.
- Mam na imię Kyle. - powiedział czarnowłosy chłopiec. Jego piwne oczy wpatrywały się w moje.
- Ja Nicole. Jesteś taki jak ja?- spytałam, na co kiwnął powoli głową.
***
Od tamtego czasu razem zdobywaliśmy jedzenie, kiedy wreszcie przygarnęli nas inni rodzice, tacy jak my. Z dnia na dzień dowiadujemy się o nowych mocach, które posiadamy. Rodzice, którzy nas przygarnęli, nauczyli nas jak utworzyć 'mur' wokół siebie - Instant ani jego oficerzy nie mogą zobaczyć, że jesteśmy inni. To nam bardzo pomogło w życiu. Zaczęliśmy chodzić do szkoły - nikt nas nie lubił, bo zawsze dostawaliśmy lepsze oceny, chociaż się nie uczyliśmy. Chodziliśmy razem po korytarzu, zazwyczaj nie odzywaliśmy się do nikogo. Byliśmy nierozłączni.Byliśmy inni.
*******
Hej :o Jest pierwsza część/prolog mojej opowieści ;) Mam nadzieję, że się wam spodobała.
Jeśli tak = skomentujcie, żebym wiedziała, że ktoś to czyta :P
Jeśli nie = powiedz czemu, a spróbuję to zmienić ;)
Każda część będzie dodawana co piątek :)
~Jasmine
Subskrybuj:
Posty (Atom)
