Weszliśmy do szkoły. Wiedziałam, że Kyle nie za bardzo polubił Max'a. Widziałam jak na niego spojrzał, kiedy wszedł do naszej klasy. Jakby od razu coś w nim wyczuł złego. Nie rozumiem go. Max jest taki jak my. Powinniśmy go traktować jak kogoś bliskiego. Kiedy szliśmy przez korytarz wszyscy patrzyli się na nas jak na wyrzutków. Nagle jeden chłopak do nas podszedł. Zac. Szkolny przystojniak. Członek szkolnego zespołu rugby. Każda pusta dziewczyna z tej szkoły za nim szaleje. Tylko JA nie widzę w nim nic szczególnego. Przewróciłam oczami.
- Czego chcesz? - spytał mroźnym głosem Kyle. Zac spojrzał na niego i uniósł ręce.
- Ej, spokojnie. - powiedział przystojniak. -Ja do Max'a. Siedzisz z nami?
Max spojrzał na nas i na Zac'a. Kyle westchnął i poszedł do klasy.
- Ymm... Nie dzięki. - powiedział Max patrząc na odchodzącego Kyle'a.
Zac westchnął. Popatrzyłam w jego oczy.
>>Jezu... Współczuję mu. Teraz będzie się zadawać z nimi?<< - usłyszałam.
Patrzyłam jeszcze chwilę na niego, ale Max wyrwał mnie z transu.
- Co się stało z twoim bratem? - spytał. Pokręciłam lekko głową.
- Sama nie wiem. Ale nie przejmuj się. - powiedziałam. Weszliśmy do jednej z klas i zauważyłam Kyle'a. Podeszłam do niego i usiadłam obok niego w ławce.
- Co ciebie ugryzło?- spytałam Kyle'a.
Max usiadł obok Zac'a. Trochę mu współczułam. Gdyby nie humory Kyle'a, mógłby usiąść obok nas.
- Po prostu... Nie można tak ufać obcym. - powiedział Kyle.
- On nie jest nam taki obcy. Jest taki jak my. - powiedziałam.
- On nie jest taki jak my! - krzyknął i wszystkie twarze zwróciły się ku nam. Wraz z twarzą Max'a. Nauczyciel wszedł do sali.
- Nie możesz tak mówić. On nie jest taki jak my. My wychowaliśmy się tutaj. Żyjemy z normalnymi ludźmi. Umiemy zapanować nad swoimi mocami. A on? Nagle zjawił się w naszym mieście... Nie uważasz, że to podejrzane? - powiedział cicho Kyle. Max głośno chrząknął.
- Nie. Jego rodzice go wyrzucili z domu. Co miał zrobić? - spytałam.
Kyle pokręcił głową i zaśmiał się lekko.
- Nie bądź taka naiwna. A co jak Instant go przysłał? - spytał.
Spuściłam wzrok. Nie pomyślałam o tym. Popatrzyłam na Max'a.
>>To nie tak...<< - usłyszałam, ale oderwałam wzrok od chłopaka.
Co jeśli wszystko wymyślił? Powiedziałam mu o nas wszystko. Jestem taka głupia...
- Panno Everson! - krzyknął nauczyciel. Podniosłam wzrok kiedy usłyszałam moje zmyślone nazwisko.
- Tak? - spytałam.
- Jaka jest odpowiedź? - spytał nauczyciel krzyżując ręce na klatce piersiowej. Popatrzyłam na uczniów.
>>13. Odpowiedź to 13.<<
>>13<<
>>Znowu to samo...<<
- 13! Odpowiedź to 13, proszę pana.- powiedziałam. Nauczyciel zmierzył mnie wzrokiem i zabrał się za następne zadanie.
Popatrzyłam na Max'a.
>>Czy to prawda? Instant ciebie przysłał?<<- pomyślałam.
>>Nie. Nie zrobiłbym wam czegoś takiego.<<- usłyszałam.
Nadal nie miałam pewności co do niego. Ale trzeba spróbować. Kiedy rozbrzmiał dzwonek na przerwę, podeszłam do Max'a.
- Ymm.. Max? - spytałam, na co podniósł głowę do góry.
- Tak?
- Masz może czas w sobotę? - spytałam. Nie wierzę, że to powiedziałam. Czy ja go zaprosiłam na randkę? Nie.. To zwykłe spotkanie. Max uśmiechnął się. No tak. Umie czytać w myślach. Zarumieniłam się lekko. Tak, Max nie był brzydki. Kurcze. Usłyszałam melodyjny śmiech chłopaka, a ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Nagle ktoś mnie popchnął. Kyle. Czemu jest taki zazdrosny?
Westchnęłam.
- Ale tak poza tym, to tak. Mam czas w sobotę. - powiedział, a jego oczy zabłysnęły. Wyszłam z klasy i popędziłam ku Kyle'owi. Szarpnęłam go za ramię. Odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie. Kyle był ode mnie wyższy i często mnie to denerwowało, ale teraz najbardziej.
- Co ciebie znowu ugryzło? Chciałam go bliżej poznać. - powiedziałam, na co on bez słowa się odwrócił i szedł dalej. Podbiegłam do niego próbując nadążyć za nim.
- No co? Jest jednym z nas. Powinniśmy mu pomóc. - powiedziałam. Chłopak nie zwracał na mnie uwagi. Podszedł do swojej szafki i zaczął wyciągać książki. Stanęłam obok niego. Ciągle mnie ignorował.
- Czemu jesteś takim egoistą?! - krzyknęłam mu w twarz, na co on szybko przygniótł mnie do szafki. Ciężko dyszał, a jego oczy stały się czarne.
- Słuchaj. Jeśli chcesz mu pomagać, to proszę bardzo. Ja nie będę się w to pakować.- powiedział chrypliwym głosem, puścił mnie i zniknął. Opadłam na ziemię. Wokół mnie zgromadzili się uczniowie.
>>Co się stało?<<
>>Ta szkoła jest nawiedzona...<<
Popatrzyłam w górę. W szafce było duże wgniecenie. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego… Nigdy by mnie nie skrzywdził… Nagle jakieś ręce mnie otoczyły i podniosły. Max.
- Chodź…- powiedział cicho. Weszliśmy do klasy. Nie było tam Kyle'a. Na następnych lekcjach też go nie było. Kiedy ostatnia lekcja się skończyła, jak najszybciej wybiegłam ze szkoły. Biegłam do domu. Wiedziałam, że tam będzie Kyle. Kiedy weszłam do lasu, usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Moje serce przyspieszyło. Odwróciłam się. Przede mną stał Max.
- Bu. - powiedział i wyszczerzył zęby.
Przewróciłam oczami. Jeszcze go tutaj brakowało. Nie zwracając na niego uwagi, szłam dalej w las. Wolałabym, żeby Max nie szedł za mną. Kyle wtedy jeszcze bardziej się wkurzy. Nagle poczułam dziwny zapach. Coś się paliło. Szybko pobiegłam w stronę zapachu. Nagle się zatrzymałam. Przede mnę stał mój dom. Cały spalony, a jego dach jeszcze się palił. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Wbiegłam do domu.
- Jennifer! Joseph! - wrzeszczałam. Nigdzie ich nie było. Nagle moją uwagę przykuło niebieskie światło. Nie. Nie tym razem. Na ścianie widniał znak Instantu. Niebieskie koło z połową pacyfki w środku. Opadłam na podłogę. Gorące łzy spływały mi po policzkach. Wrzasnęłam. Nagle usłyszałam komunikat Instantu.
"Chronić ludzi i społeczeństwo na zawsze będzie naszą pracą." - odezwała się przemiła pani. Zrobiło mi się gorąco. Głowa zaczęła mnie strasznie boleć. Nagle poczęłam pchnięcie w klatce piersiowej i cała zaczęłam się palić. Dziwne. Nie bolało mnie to. Znowu poczułam pchnięcie i przestałam się palić.
Nagle obok mnie pojawił się Max.
- Co się tu stało? - spytał.
- Był tu Instant. Odkryli naszą kryjówkę. Zabrali moich przybranych rodziców. - spojrzałam na niego przez załzawione oczy. Kucnął przy mnie i mnie przytulił.
- Hej… Wszystko będzie dobrze. Na razie musimy znaleźć Kyle'a. Może mu się coś stać. - powiedział, na co wyszczerzyłam oczy. Zupełnie o nim zapomniałam. Wybiegliśmy z domu.
- Kyle! - krzyczałam. Nikt nie odpowiadał. Szliśmy bardzo długo przez las. Nagle zobaczyłam leżącego Kyle'a. Był cały podrapany i gdzieniegdzie leciała mu krew.
Popatrzyłam na niektóre rany. Skoncentrowałam się. Położyłam rękę na jego ranie. Po chwili znikła. Zrobiłam tak samo z innymi zacięciami. Wzięłam na ręce chłopaka.
- Pomóż mi trochę. - powiedziałam cicho, na co Max zabrał ode mnie Kyle'a.
Weszliśmy do spalonego domu i położyliśmy go na łóżku. Był nieprzytomny.
- Czy on… nie żyje? - spytał Max.
- Na pewno żyje. - powiedziałam i usiadłam obok niego. W moich rękach pojawiła się niebieska kula. Wcisnęłam ją w klatkę piersiową Kyle'a. Niebieska poświata rozpostrzeniła się po całym ciele chłopaka, a jego oczy momentalnie zabłysły. Nagle zaczął kaszleć.
- Kyle… - powiedziałam uśmiechnięta i przytuliłam chłopaka.
Kyle lekko się uśmiechnął i nagle spojrzał na korytarz. Wlepił wzrok w jedną stronę.
- Kyle? Co się dzieje?
- Czego chcesz? - spytał mroźnym głosem Kyle. Zac spojrzał na niego i uniósł ręce.
- Ej, spokojnie. - powiedział przystojniak. -Ja do Max'a. Siedzisz z nami?
Max spojrzał na nas i na Zac'a. Kyle westchnął i poszedł do klasy.
- Ymm... Nie dzięki. - powiedział Max patrząc na odchodzącego Kyle'a.
Zac westchnął. Popatrzyłam w jego oczy.
>>Jezu... Współczuję mu. Teraz będzie się zadawać z nimi?<< - usłyszałam.
Patrzyłam jeszcze chwilę na niego, ale Max wyrwał mnie z transu.
- Co się stało z twoim bratem? - spytał. Pokręciłam lekko głową.
- Sama nie wiem. Ale nie przejmuj się. - powiedziałam. Weszliśmy do jednej z klas i zauważyłam Kyle'a. Podeszłam do niego i usiadłam obok niego w ławce.
- Co ciebie ugryzło?- spytałam Kyle'a.
Max usiadł obok Zac'a. Trochę mu współczułam. Gdyby nie humory Kyle'a, mógłby usiąść obok nas.
- Po prostu... Nie można tak ufać obcym. - powiedział Kyle.
- On nie jest nam taki obcy. Jest taki jak my. - powiedziałam.
- On nie jest taki jak my! - krzyknął i wszystkie twarze zwróciły się ku nam. Wraz z twarzą Max'a. Nauczyciel wszedł do sali.
- Nie możesz tak mówić. On nie jest taki jak my. My wychowaliśmy się tutaj. Żyjemy z normalnymi ludźmi. Umiemy zapanować nad swoimi mocami. A on? Nagle zjawił się w naszym mieście... Nie uważasz, że to podejrzane? - powiedział cicho Kyle. Max głośno chrząknął.
- Nie. Jego rodzice go wyrzucili z domu. Co miał zrobić? - spytałam.
Kyle pokręcił głową i zaśmiał się lekko.
- Nie bądź taka naiwna. A co jak Instant go przysłał? - spytał.
Spuściłam wzrok. Nie pomyślałam o tym. Popatrzyłam na Max'a.
>>To nie tak...<< - usłyszałam, ale oderwałam wzrok od chłopaka.
Co jeśli wszystko wymyślił? Powiedziałam mu o nas wszystko. Jestem taka głupia...
- Panno Everson! - krzyknął nauczyciel. Podniosłam wzrok kiedy usłyszałam moje zmyślone nazwisko.
- Tak? - spytałam.
- Jaka jest odpowiedź? - spytał nauczyciel krzyżując ręce na klatce piersiowej. Popatrzyłam na uczniów.
>>13. Odpowiedź to 13.<<
>>13<<
>>Znowu to samo...<<
- 13! Odpowiedź to 13, proszę pana.- powiedziałam. Nauczyciel zmierzył mnie wzrokiem i zabrał się za następne zadanie.
Popatrzyłam na Max'a.
>>Czy to prawda? Instant ciebie przysłał?<<- pomyślałam.
>>Nie. Nie zrobiłbym wam czegoś takiego.<<- usłyszałam.
Nadal nie miałam pewności co do niego. Ale trzeba spróbować. Kiedy rozbrzmiał dzwonek na przerwę, podeszłam do Max'a.
- Ymm.. Max? - spytałam, na co podniósł głowę do góry.
- Tak?
- Masz może czas w sobotę? - spytałam. Nie wierzę, że to powiedziałam. Czy ja go zaprosiłam na randkę? Nie.. To zwykłe spotkanie. Max uśmiechnął się. No tak. Umie czytać w myślach. Zarumieniłam się lekko. Tak, Max nie był brzydki. Kurcze. Usłyszałam melodyjny śmiech chłopaka, a ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Nagle ktoś mnie popchnął. Kyle. Czemu jest taki zazdrosny?
Westchnęłam.
- Ale tak poza tym, to tak. Mam czas w sobotę. - powiedział, a jego oczy zabłysnęły. Wyszłam z klasy i popędziłam ku Kyle'owi. Szarpnęłam go za ramię. Odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie. Kyle był ode mnie wyższy i często mnie to denerwowało, ale teraz najbardziej.
- Co ciebie znowu ugryzło? Chciałam go bliżej poznać. - powiedziałam, na co on bez słowa się odwrócił i szedł dalej. Podbiegłam do niego próbując nadążyć za nim.
- No co? Jest jednym z nas. Powinniśmy mu pomóc. - powiedziałam. Chłopak nie zwracał na mnie uwagi. Podszedł do swojej szafki i zaczął wyciągać książki. Stanęłam obok niego. Ciągle mnie ignorował.
- Czemu jesteś takim egoistą?! - krzyknęłam mu w twarz, na co on szybko przygniótł mnie do szafki. Ciężko dyszał, a jego oczy stały się czarne.
- Słuchaj. Jeśli chcesz mu pomagać, to proszę bardzo. Ja nie będę się w to pakować.- powiedział chrypliwym głosem, puścił mnie i zniknął. Opadłam na ziemię. Wokół mnie zgromadzili się uczniowie.
>>Co się stało?<<
>>Ta szkoła jest nawiedzona...<<
Popatrzyłam w górę. W szafce było duże wgniecenie. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego… Nigdy by mnie nie skrzywdził… Nagle jakieś ręce mnie otoczyły i podniosły. Max.
- Chodź…- powiedział cicho. Weszliśmy do klasy. Nie było tam Kyle'a. Na następnych lekcjach też go nie było. Kiedy ostatnia lekcja się skończyła, jak najszybciej wybiegłam ze szkoły. Biegłam do domu. Wiedziałam, że tam będzie Kyle. Kiedy weszłam do lasu, usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Moje serce przyspieszyło. Odwróciłam się. Przede mną stał Max.
- Bu. - powiedział i wyszczerzył zęby.
Przewróciłam oczami. Jeszcze go tutaj brakowało. Nie zwracając na niego uwagi, szłam dalej w las. Wolałabym, żeby Max nie szedł za mną. Kyle wtedy jeszcze bardziej się wkurzy. Nagle poczułam dziwny zapach. Coś się paliło. Szybko pobiegłam w stronę zapachu. Nagle się zatrzymałam. Przede mnę stał mój dom. Cały spalony, a jego dach jeszcze się palił. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Wbiegłam do domu.
- Jennifer! Joseph! - wrzeszczałam. Nigdzie ich nie było. Nagle moją uwagę przykuło niebieskie światło. Nie. Nie tym razem. Na ścianie widniał znak Instantu. Niebieskie koło z połową pacyfki w środku. Opadłam na podłogę. Gorące łzy spływały mi po policzkach. Wrzasnęłam. Nagle usłyszałam komunikat Instantu.
"Chronić ludzi i społeczeństwo na zawsze będzie naszą pracą." - odezwała się przemiła pani. Zrobiło mi się gorąco. Głowa zaczęła mnie strasznie boleć. Nagle poczęłam pchnięcie w klatce piersiowej i cała zaczęłam się palić. Dziwne. Nie bolało mnie to. Znowu poczułam pchnięcie i przestałam się palić.
Nagle obok mnie pojawił się Max.
- Co się tu stało? - spytał.
- Był tu Instant. Odkryli naszą kryjówkę. Zabrali moich przybranych rodziców. - spojrzałam na niego przez załzawione oczy. Kucnął przy mnie i mnie przytulił.
- Hej… Wszystko będzie dobrze. Na razie musimy znaleźć Kyle'a. Może mu się coś stać. - powiedział, na co wyszczerzyłam oczy. Zupełnie o nim zapomniałam. Wybiegliśmy z domu.
- Kyle! - krzyczałam. Nikt nie odpowiadał. Szliśmy bardzo długo przez las. Nagle zobaczyłam leżącego Kyle'a. Był cały podrapany i gdzieniegdzie leciała mu krew.
Popatrzyłam na niektóre rany. Skoncentrowałam się. Położyłam rękę na jego ranie. Po chwili znikła. Zrobiłam tak samo z innymi zacięciami. Wzięłam na ręce chłopaka.
- Pomóż mi trochę. - powiedziałam cicho, na co Max zabrał ode mnie Kyle'a.
Weszliśmy do spalonego domu i położyliśmy go na łóżku. Był nieprzytomny.
- Czy on… nie żyje? - spytał Max.
- Na pewno żyje. - powiedziałam i usiadłam obok niego. W moich rękach pojawiła się niebieska kula. Wcisnęłam ją w klatkę piersiową Kyle'a. Niebieska poświata rozpostrzeniła się po całym ciele chłopaka, a jego oczy momentalnie zabłysły. Nagle zaczął kaszleć.
- Kyle… - powiedziałam uśmiechnięta i przytuliłam chłopaka.
Kyle lekko się uśmiechnął i nagle spojrzał na korytarz. Wlepił wzrok w jedną stronę.
- Kyle? Co się dzieje?

Czekam na dalsze rozdziały -----> zapraszam http://magicznadolina.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń